Dlaczego „tańszy” system HR w praktyce kosztuje więcej?

Cena systemu to koszt, który widać od razu. Jest na fakturze, w ofertach i w każdym Excelu porównawczym. Dlatego tak często to ona staje się głównym kryterium wyboru.

Przy szukaniu rozwiązania kadrowo-płacowego rozmowa szybko schodzi na konkretne kwoty:

  • koszt licencji (miesięczny lub roczny),
  • opłaty za dodatkowych użytkowników (użytkownicy administracyjni vs. dostęp dla pracowników),
  • koszt wdrożenia i szkoleń,
  • utrzymanie wsparcia technicznego.

I to jest w pełni zrozumiałe – każdy ma budżet, którego musi pilnować.

Ale… cena na fakturze rzadko jest największym kosztem, jaki ostatecznie poniesie firma. Prawdziwe pieniądze uciekają tam, gdzie system jest niekompletny.

Opisane w tym artykule wyzwania najmocniej ujawniają się w średnich i większych organizacjach, gdzie skala procesów HR szybko obnaża ograniczenia „tańszych” rozwiązań.

Cena systemu kadrowo-płacowego vs. koszt operacyjny

Jeśli chcesz realnie ocenić opłacalność systemu HR, trzeba na chwilę odejść od cennika i spojrzeć na to, ile kosztuje jego codzienne używanie. Prawdziwe koszty ukryte są tam, gdzie system przestaje wystarczać.

To te wszystkie godziny spędzone na ręcznym poprawianiu błędów, wyliczaniu urlopów w bocznych arkuszach czy stresie, czy na pewno wszystko zgadza się z aktualnymi przepisami.

Jeśli system jest tani na fakturze, ale wymaga „obrabiania” danych w Excelu, to realny koszt obsługi kadr i płac drastycznie rośnie. Tyle że nie widać go w budżecie IT, a w zmęczeniu i nadgodzinach zespołu HR.

Kiedy „tańszy” system zaczyna realnie kosztować więcej?

To są momenty, w których system przestaje pomagać, a zaczyna dokładać pracę. Z zewnątrz wszystko wygląda na „zdigitalizowane”, ale w praktyce kluczowe fragmenty procesu wciąż trzeba składać ręcznie.

1. System ≠ automatyzacja procesu

Musimy zacząć od wyjaśnienia jednej rzeczy: system to nie jest jeszcze automatyzacja procesu. Możesz mieć osobny program do płac, świetne narzędzie do RCP i nowoczesny moduł do absencji, ale to wciąż nie jest automatyzacja.

Jeśli dane między nimi nie przepływają same, a Ty musisz je ręcznie eksportować, importować i – co gorsza – weryfikować ich spójność, to technologia staje się kolejnym ciężarem.

Automatyzacja zaczyna się tam, gdzie kończy się ręczne przepisywanie danych z jednego okna do drugiego.

Przykład z codziennej praktyki:

Czas pracy rejestrowany jest w systemie RCP. Absencje spływają z osobnego narzędzia do wniosków urlopowych. Lista płac liczona jest jeszcze w innym systemie. Teoretycznie każdy etap jest „scyfrowany”.

W praktyce jednak, przy każdym zamknięciu miesiąca, zespół kadr i płac musi:

  • wyeksportować raporty z RCP i zestawić je z ewidencją nieobecności,
  • ręcznie zweryfikować wyjątki (np. nadgodziny vs. wyjścia prywatne),
  • upewnić się, że dane zaimportowane do systemu płacowego są identyczne z tymi w źródle.

Gdy pojawi się zwolnienie lekarskie wstecz albo korekta czasu pracy, cały ten proces trzeba powtórzyć. Systemy są. Automatyzacji nie ma.

2. Brak integracji – największa bariera efektywności HR

Nawet jeśli firma świadomie korzysta z kilku systemów i ma poukładane obszary HR, to trudności zaczynają się w momencie, gdy informacje nie są przekazywane automatycznie między tymi narzędziami. Problem nie polega na tym, że istnieje kilka systemów.

Problem polega na tym, że zmiana w jednym miejscu nie aktualizuje się w pozostałych.

W praktyce oznacza to, że:

  • korekta czasu pracy nie trafia automatycznie do rozliczeń,
  • nowe zwolnienie lekarskie nie aktualizuje danych do wynagrodzeń,
  • zmiana etatu lub dodatku nie wpływa od razu na raporty kosztowe,
  • decyzje menedżerów „docierają” do płac z opóźnieniem.

Proces działa poprawnie tylko wtedy, gdy nic się nie zmienia. Gdy pojawiają się wyjątki, korekty albo zdarzenia wsteczne, cały ciężar spójności danych spada na zespół HR.

3. Brak mechanizmów walidacji

W praktyce koszt „tańszego” systemu HR wzrasta tam, gdzie system nie weryfikuje poprawności danych w momencie ich powstawania. Jeśli niespójne decyzje przechodzą dalej w procesie, organizacja płaci za ich korektę na etapie rozliczeń.

W dojrzałym podejściu system HR nie tylko zbiera informacje, ale egzekwuje reguły procesu: waliduje planowanie, ewidencję i decyzje menedżerskie, zanim trafią do rozliczeń. Przenosi to odpowiedzialność z działu kadr na etap operacyjny – tam, gdzie decyzje faktycznie zapadają.

Przykład: planowanie pracy niezgodne z przepisami

Menedżer układa grafik zespołu. W praktyce operacyjnej często kieruje się dostępnością ludzi i celami produkcyjnymi, nie zawsze pamiętając o wszystkich ograniczeniach wynikających z Kodeksu pracy. Typowy przypadek to naruszenie odpoczynku dobowego (np. pracownik kończy późną zmianę i następnego dnia ma zaplanowany bardzo wczesny start).

W systemie, który nie posiada mechanizmów walidacji, taki grafik zostaje zatwierdzony i „przechodzi” do ewidencji. Konsekwencje pojawiają się później: ryzyko naruszenia przepisów, korekty w ewidencji, a w skrajnych przypadkach sankcje przy kontroli.

W systemie z wbudowaną walidacją reguł planowania:

  • menedżer dostaje sygnał w momencie próby zatwierdzenia grafiku naruszającego normy,
  • system wskazuje, które ograniczenie zostało naruszone (np. odpoczynek dobowy),
  • decyzja musi zostać zmieniona lub świadomie zatwierdzona w ramach procedury wyjątków.

Błędy niewyłapane na etapie planowania i ewidencji generują dodatkowe koszty operacyjne: cofanie zatwierdzeń, ręczne korekty danych, kolejne przeliczenia oraz większe ryzyko przy audytach.

Mechanizmy walidacji w systemie HR wprost wpływają na to, ile pracy zostaje po stronie zespołu. System, który zatrzymuje niespójności u źródła, skraca czas obsługi procesu i ogranicza liczbę korekt na końcu miesiąca.

Zobacz, jak działa Planowanie Czasu Pracy w iPersonel

Planuj grafiki, rozliczaj czas pracy
i kontroluj normy w jednym miejscu.

4. Brak obsługi dodatków i zmiennych składników wynagrodzenia

W wielu systemach kadrowo-płacowych podstawowe elementy wynagrodzenia są obsłużone poprawnie, ale dodatki i zmienne składniki wynagrodzenia funkcjonują „obok systemu”. Dotyczy to m.in. dodatków funkcyjnych, zmianowych, za dyżury, delegacje czy premii uznaniowych.

Jeśli dodatki nie są:

  • definiowane w jednym, spójnym miejscu,
  • powiązane z ewidencją czasu pracy i grafikami,
  • automatycznie uwzględniane w rozliczeniach,

to w praktyce zaczynają żyć w arkuszach pomocniczych, plikach lokalnych albo mailach między HR a menedżerami.

Efekt operacyjny jest zawsze ten sam:

  • dodatki są dopisywane ręcznie do listy płac,
  • trudniej odtworzyć, skąd wzięła się konkretna kwota,
  • pasek wynagrodzeń nie pokazuje pełnej informacji dla pracownika,
  • każda zmiana lub korekta wymaga ręcznej ingerencji,
  • rośnie ryzyko pomyłek.

W praktyce najlepiej weryfikuje to ostatnia zamknięta lista płac. Warto zadać sobie trzy pytania:

  1. Które składniki zostały policzone lub zmienione poza systemem (Excel, mail, notatka, ustna decyzja)?
  2. Które z nich wymagały ręcznego sprawdzania absencji, grafiku lub zmian wymiaru etatu?
  3. Które z nich nie miały śladu decyzyjnego – nie da się dziś jednoznacznie powiedzieć, kto i dlaczego je przyznał?

Jeśli na te pytania odpowiadasz twierdząco, Twój proces płacowy realnie toczy się poza systemem. A to oznacza większe koszty operacyjne, ograniczoną skalowalność i wyższe ryzyko błędów w kluczowym obszarze organizacji.

Dlaczego „tańszy” system HR nie skaluje się w dużych organizacjach?

Przy małym zespole niemal każdą niedoskonałość oprogramowania da się nadrobić zaangażowaniem ludzi. Kilka wyjątków w miesiącu, ręczne dopisanie premii w arkuszu czy szybkie wyjaśnienie czegoś mailowo.

Problem pojawia się wtedy, gdy organizacja rośnie:
więcej pracowników, więcej zmian, więcej wyjątków, więcej zdarzeń wstecznych, więcej raportów dla finansów i zarządu.

Rozwiązania tymczasowe przestają być incydentem, a stają się stałym elementem operacyjnym:

  • ręczne uzupełnianie składników wynagrodzeń,
  • wyjaśnianie rozbieżności pomiędzy systemami,
  • korekty po zamknięciu okresów rozliczeniowych,
  • tłumaczenie menedżerom przyczyn błędnych naliczeń.

Koszt nie rośnie liniowo wraz z liczbą pracowników. Rośnie szybciej, bo każdy brak w procesie jest powielany na większej liczbie przypadków.

W większych firmach koszt systemu HR nie kończy się na cenie licencji. Realnym obciążeniem staje się koszt operacyjny: czas pracy zespołów, liczba korekt, ręczne obejścia procesów oraz ryzyko błędów w obszarach wrażliwych biznesowo i regulacyjnie.

Im większa skala organizacji, tym szybciej te koszty rosną – i tym bardziej wpływają na zdolność do efektywnego skalowania procesów HR.

Dlatego przy wyborze lub zmianie systemu kadrowo-płacowego kluczowe pytanie nie powinno brzmieć: „ile kosztuje licencja?”, ale:
„na ile to rozwiązanie realnie redukuje pracę operacyjną?”

Jeśli system nie integruje danych, nie waliduje decyzji operacyjnych i nie obejmuje w pełni składników wynagrodzenia, to w praktyce przenosi koszt z technologii na ludzi. A to oznacza wyższe koszty w dłuższym horyzoncie – nawet jeśli na fakturze początkowej wyglądał „taniej”.

Udostępnij

Sprawdź również